samobójstwo – odwaga, czy tchórzostwo ?

WIESIA – żona, matka trójki  małych dzieci. Sześcioletnia córeczka znalazła ją wiszącą w garażu.

MARZENA -zostawiła maleńkie dzieci, powiesiła się na strychu.

JANEK – starszy pan, rodzina znalazła go w budynku gospodarczym, za późno.

To tylko kilka przykładów, z którymi spotkałam się w życiu. (imiona zostały zmienione). Dlaczego tak się dzieje? Czy w XXI wieku, człowiek doszedł już do takiego wniosku, że nie musi wszystkiego wytrzymywać i decyduje się na ten ostatni krok? Czy wreszcie samobójstwo, to akt wielkiej odwagi, czy też tchórzostwa?   Wydawałoby się, że człowiek musi być bardzo odważny, by targnąć  się na swoje życie, ale przecież z drugiej strony, jak wielkim jest tchórzem, żeby bać się własnego życia, a może to wszystko dzieje się pod wpływem chwili. Jak to jest naprawdę? Co dzieje się we wnętrzu człowieka, w jego psychice, że z własnej woli wybiera śmierć, nie zważając na nic;że rodzina,  że dzieci, które nigdy nie zrozumieją dlaczego i nigdy się z tym tak do końca nie pogodzą. Samobójca zabija siebie, ale tym samym skazuje swych bliskich na powolną agonię. Czy ludzi takich, może mniej zorganizowanych życiowo, może mniej zaradnych, ale za to bardziej wrażliwych powinniśmy uważać za głupków, przecież tylu mądrych i znanych ludzi też popełniło samobójstwo.   Tak się działo od zawsze ( ostatnio chyba  z większym nasileniem), jak nie stres w pracy, to problemy rodzinne, to znowu jakiś zawód miłosny, kiedyś, przypadkiem byłam świadkiem takiej próby, widok ten chyba już do końca pozostanie w mej pamięci, czy w ogóle bezsens istnienia, a może po prostu fakt, że wśród przyjaciół w otoczeniu rodziny, człowiek jest zupełnie sam, że w odpowiedniej chwili brak tego kogoś, kto by wysłuchał, poświęcił kilka minut, doradził, a tym samym pomógł odgonić złe myśli.

 Czym bardziej temat zaczynam drążyć, tym więcej pytań pozostaje bez odpowiedzi. Chociażby jeszcze takie; czy samobójca dostając drugą szansę, drugie życie, wybrałby  tę samą drogę? Cóż, nie mi to wiedzieć, ani też osądzać, choć przyznam, że te pytania często wracają, bo analiza wnętrza człowieka, jego myśli , to coś, co mnie interesuje i wciąga.

 

Informacje o alik

Warto odbić się od dna, by znowu poczuć smak szczęścia, by cieszyć się życiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii takie życie... i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

76 odpowiedzi na „samobójstwo – odwaga, czy tchórzostwo ?

  1. ~Andrzej pisze:

    Poważny i bardzo bolesny problem. Jest wiele innych powodów takich zachowań, choćby alkohol, poważne choroby itp. Szczęśliwy jestem, takie myśli mnie nie nachodzą. Nie mnie doradzać, ale uciekam od takich myśli – a problemów różnych miałem i mam jak każdy. Moja wiara jest tu mi pomocą. Każdemu życzę silnego charakteru. Pozdrawiam. :)

    • ~alik pisze:

      -wiara- .. pewnie nie jedną osobę zatrzymała, nie pozwoliła na ten desperacki krok… czasem jednak i ona nie wystarcza, może jest zbyt słaba, a problemy zbyt wielkie…

      • ~Barbara pisze:

        Miałam przyjaciółkę! Kobieta mądra, inteligentna, ceniony lekarz
        i… nie wytrzymała presji życia! popełniła samobójstwo… bo uwierzyła, bo za bardzo pokochała… kogoś kto miał to gdzieś…
        Smutne bywa to życie Alinko :)

        • ~alik pisze:

          - wiesz, czasem się zastanawiałam jak to się dzieje, że np; matka małych dzieci targa się na swoje życie, co nią kieruje, co myśli i cy w ogóle myśli .. czy wszystko przesłania jeden cel…. my zwykli luzie chyba tego nie zrozumiemy..

  2. ~zgaga pisze:

    Mam wrażenie, że samobójca przede wszystkim czyni wielką szkodę swoim najbliższym. Trudno pozostałym przy życiu (żonie, rodzicom, dzieciom) nie szukać winy w sobie w takiej chwili. A jak jeszcze ,,życzliwe otoczenie” okrasi tragedię domysłami? Wiadomo, że sąsiedzi ,,wiedzą najlepiej”!

  3. ~junak4 pisze:

    Mimo różnych wątków myślę, że znam przyczynę – Jest to efekt zamknięcia się w sobie i obawy przed wyciąganiem swoich problemów na zewnątrz, co może być z kolei źle odebrane, a z rodzinną na niektóre tematy niekiedy jest trudno dyskutować, a o pretensjach można usłyszeć przypadkowo po latach…

    • alik pisze:

      – witaj Janku… samotność, to taki rozległy temat… ale… może masz rację… być samemu ze swoimi myślami, gdy w okół ludzi/ przyjaciół tłum… tylko tego prawdziwego przyjaciela brak… takiego co y rękę podał…

  4. ~m pisze:

    Wciskanie samobójstwa w kategorię „odwag” i „tchórzostw”, świadczy o braku powagi wobec tego zagadnienia.

    • alik pisze:

      – nie ma tu żadnego wciskania, temat ten traktuje równie poważnie jak wiele innych na moim blogu , jak również , poważnie traktuję każdego czytającego i komentującego…
      – pozdrawiam ..

      • ~m pisze:

        Umieszczanie aktu ostatecznego obok czynów poślednich, tj. godnych pochwały czy wzgardy, wiele ujmuje temu pierwszemu.

        Samobójców w ujęciu ogólnym, tak przecież różnych w wykształceniach, kulturach, rasach i poglądach, zbierać zdaje się jeden czynnik zasadniczy – samobójstwo. Wciąż nieliczni urzeczywistniają samounicestwienie. Wrażliwość wydaje się być słowem bodaj kluczowym.

        W istocie śmierć, taka czy inna, to tylko zasada. Całe życie to zwiastun śmierci.
        Samobójstwo wywołuje wzburzenie śród ludzi, którzy twierdzą, że odebranie sobie życia jest „niepotrzebne”. Jeśli ktoś nie wytrzymuje życia i byle oddech jest dlań powodem cierpień – zdaje się, że wówczas śmierć jest mu bardziej potrzebna, niż tym, którzy umierają wskutek chorób, wojen, etc.
        Zresztą, mówić o śmierci przez pryzmat potrzeby, to jak stawiać ją na równi z oddychaniem. Bez śmierci nie ma życia. I vice versa.

        Są jeszcze samobójstwa, będące wyrazem wiary: czy to fanatycy religijni, czy też ci, którzy honor stawiają nad życie. Jednak, zdaje się, nie takie samobójstwa były przedmiotem pierwotnych rozważań.

        • ~alik pisze:

          – dzięki za wyczerpujący komentarz, fajnie, że tak opisowo przedstawiłeś swój punkt widzenia… właśnie o to chodzi, by mieć swoje zdanie..
          – pozdrawiam i… zapraszam częściej do dyskusji…

  5. ~An-Ula pisze:

    Straszna rzecz. Ucieczka od życia, bo sił brak, bo cierpliwość skończyła się, bo nerwy już nie pozwalają normalnie funkcjonować. Trudno wyobrazić sobie stan psychiczny człowieka decydującego się na taki krok. Jedna wielka tragedia. Co gorsze, sporo dzieci i młodych ludzi podejmują taki desperacki czyn.
    Nie chcę tego nawet analizować, nie jestem w stanie. Myślę, że gdyby w pobliżu był ktoś, kto potrzyma za rękę, przytuli, wyciszy – może rozkołatane serce dało by sobie szansę. Może…..
    Pozdrawiam Aliczko :)

    • ~alik pisze:

      – wiesz Aniu… chyba masz rację, gdyby w takiej chwili był ktoś obok, ktoś to by poświęcił kilka chwil, wysłuchał, przytulił…

  6. ~uleczka pisze:

    Jak się wieszać to najlepiej na kruchej gałęzi nad wodą . Bo wpadając czasem następuje otrzeźwienie i dalsza chęć do życia. Kurcze, ale temat. (-; a ja tu ciągle w urlopowym nastroju. ale na wyjeździe ostatnio opowiadała mi pani ,że niedawno jej sąsiad ,z którym byli zaprzyjaźnieni się powiesił, i nikt nie wie dlaczego. Razem z żoną odbył południową drzemkę kazał jej jeszcze poleżeć a sam poszedł do łazienki i na klamce dokonał ten okropny czyn. W rodzinie męża było aż 3 samobójców.. Pozdrawiam Alinko-;)

    • ~uleczka pisze:

      Mojego męża niestety..

      • alik pisze:

        – witaj kochana… miło, że pomimo urlopu zaglądasz do mnie… tak , wiem, temat zupełnie nie pasujący do klimatu wakacji ale, pytanie to już od dłuższego czasu nie daje mi spokoju, a chyba tylko ostatnie wydarzenia nasiliły tok myślenia…
        – pozdrawiam… odpoczywaj no i dalej chudnij, bo chyba u Andrzeja czytałam, że Twoja waga ciągle w dół… :)

  7. anzai pisze:

    Trudny problem, i nie da się go oceniać hurtowo. Do każdego przypadku trzeba podejść indywidualnie. Myślę, że potrafię zrozumieć nawet tych, którzy przed samobójstwem mordują rodzinę, nie widząc dla niej przyszłości. Bo takie mamy czasy, że od śmierci straszniejsze bywa upokorzenie, czy chociażby tylko wstyd.
    Co roku w ten sposób odbiera sobie życie ok. 8.700 osób …

    • alik pisze:

      –Andrzeju, liczba jaką wymieniłeś jest przerażająca.. masz rację , chyba nie da sie ocenić tematu na tak , lub nie… to takie trudne..
      – pozdrawiam i dzięki …

  8. ~Antoni Relski pisze:

    Na to pytanie nie da się odpowiedzieć jednym słowem bo tez nie siedzimy w cudzych butach w czasie gdy emocje sięgają zenitu.
    Pozdrawiam

    • alik pisze:

      – tak jak już pisał anzai , nie da się mierzyć wszystkich jedną miarą… do każdego przypadku by trzeba podchodzić indywidualnie…
      – pozdrawiam Antoni…

      • ~tatul pisze:

        Ja też podzielam zdanie Anzai.
        To jest straszny dramat ludzki. Odchodzący nie zabiera ze sobą problemów, ale pomnaża je pozostającym członkom rodziny.
        Trzymajmy się ! Nie dajmy się!

        • ~alik pisze:

          – przyznam, że gdy odważyłam się napisać ten tekst, a nie było to wbrew pozorom takie proste, bardzo byłam ciekawa właśnie Twojego zdania na ten temat…
          – teraz już wiem.. dzięki ..
          - pozdrawiam…

  9. ~Antoneta pisze:

    Od tego desperackiego kroku nikt i nic nie uchroni. Jak ktoś to chce zrobić, to żadne przytulenie nie pomoże. Ewentualnie na jakiś czas odwlecze decyzję…….. :(

    • alik pisze:

      – a wiesz, ja znam nawet kilka takich osób, które po nieudanej próbie samobójczej , nie próbowali ponownie… i chwała im za to..

      • ~Antoneta pisze:

        A wiesz, że po tym Twoim artykule całą dzisiejszą noc miałam koszmary. Śniło mi się, że mój brat i mąż koleżanki popełnili samobójstwo :( Straszne to było…..

        • ~alik pisze:

          – bardzo mi przykro, że przeze mnie miałaś właśnie takie koszmary… ja naprawdę … nawet w myślach mi to do głowy nie przyszło… mogę tylko powiedzieć… przepraszam

          • Antoneta pisze:

            Przecież to nie Twoja wina, że męczyły mnie koszmary. Tak się składa , że z samobójstwem miałam niedawno do czynienia, zresztą pisałam o tym. Starszy człowiek, 86 lat powiesił się. Był to dziadek mojego zięcia. I może jeszcze wspomnienia i to pytanie dlaczego? Odpowiedź zabrał do grobu :( Tak więc nie masz za przepraszać .

  10. ~korek115 pisze:

    Nawet czytać o tym nie mogę, a dopiero myśleć…Alinko, tak już jest….na pewno z różnego powodu, każdy czyn to inny człowiek, inne powody…straszne…sama znałam kilka osób, ehhh- nie wiem, czy można to rozpatrywać w kategorii bohater, czy tchórz…chyba ani jeden, ani drugi.

  11. ~alik pisze:

    – pewnie masz rację, bo jak już kilka osób pisało do każdego życia, do każdej śmierci trzeba indywidualnie…
    – pozdrawiam….

  12. nemezis pisze:

    Trzeba mieć jeszcze świadomość, że każdy człowiek, który myśli o samobójstwie, popadł jeśli nie w depresję, to w sytuację, które wydają mu się bez wyjścia.
    Czasem pomogą leki, kiedy indziej rozmowa z psychoterapeutą, drugim człowiekiem.
    Ja też przegapiłam swoją szansę – nie zauważyłam, że moja sąsiadka chce się targnąć na swe życie. Byłam jeszcze wtedy młoda i nie znałam życia. Może teraz potrafiłabym jej skuteczniej pomóc…? Strasznie mnie to czasem nurtuje….

    • ~alik pisze:

      – widzisz, u nas jest to nadal temat bardzo wrażliwy, nawet odważę się powiedzieć drażliwy.. zamknięci w swoim ja, nawet nam do głowy nie przyjdzie, że ktoś obok, czasem nawet ktoś bardzo bliski ma myśli samobójcze, które często zamienia w czyn..

  13. ~Maks pisze:

    Chyba każdy z nas znał samobójców albo słyszał o nich.
    Wśród moich krewnych, znajomych czy nawet szkolnych nauczycieli były takie przypadki.
    Nie chcę się wymądrzać, ale o ile potrafię zrozumieć sportowca, który doznał paraliżu i leży jak warzywo przez kilka lat, o tyle nie potrafię zrozumieć młodego, zdrowego człowieka popełniającego samobójstwo.
    Nasze życie jest tak krótkie, i jest tyle chorób, że głupotą jest jeszcze je skracać.
    Pozdrawiam:)

    • ~alik pisze:

      – taki jest Twój punkt widzenia… a tylko mogę powiedzieć, że wiem jak to jest, gdy balansuje się na krawędzi, gdy choroba jest jak wyrok skazujący na śmierć… wiem jak bardzo wtedy chce się żyć.. właśnie wtedy tak bardzo ceni się każdą minutę… no ale to inny temat.. a dlaczego ludzie wybierają samobójstwo?… nadal nie potrafię tego zrozumieć..
      – pozdrawiam i dzięki, że zajrzałeś… a jak tam Twoje wiersze myślałeś już, co z nimi dalej?…

  14. ~Stokrotka pisze:

    Aliczku, samobójstwo nie jest ani odwagą ani tchórzostwem. Samobójstwo to akt rozpaczy. Że zostało się samemu, że jest się chorym, że straciło się pracę, że nie jest się kochanym, że jest się samotnym. Samobójca chce zwrócić w ten sposób na siebie uwagę, woła często o pomoc. Ale jest już za póżno.
    Pozdrawiam Cię serdecznie

    • alik pisze:

      – z komentarzy wynika, że do każdego przypadku trzeba by podejść indywidualnie i dopiero o tym pisać… sporo w tym racji… i choć prawie każdy komentujący ma nieco odmienne zdanie, to w tym przypadku są zgodni…
      – tak wiem, i zdaję sobie sprawę z tego, że to wielka tragedia, dla samobójcy podejmującego właśnie taką decyzję , ale chyba jeszcze większa dla tych co pozostają… więc wydaje mi się , że właśnie i na ten temat warto zwrócić uwagę… co prawda, świata w ten sposób nie zbawię, ale jeżeli…….
      – pozdrawiam…

  15. ~nasumi pisze:

    w ciągu tygodnia (statystycznie) więcej jest ofiar samobója niż ofiar wypadków drogowych… prawda to, czy fałsz?

  16. ~Livia pisze:

    Niektorzy ludzie sa jak skala – prosci i niezmienni, a niektorzy jak trzciny…to co dla jednych raptem lekkim wietrzykiem dla drugich tornadem. Nie wytrzymują tego, gną się do ziemi. Czasami nie przy nich w odpowiednim czasie odpowiedniego czlowieka i robią ten krok. Rozmawialam kiedyś z pewnym lekarzem i podal mi ciekawą widomość. Wszyscy ci których probowal ratować po powieszeniu zaciskali palce na pętli tak jakby w ostatniej chwili chcieli siebie sami ratować…
    Samobójstwo to ani tchórzostwo ani odwaga, to raczej desperacja i rozpaczliwe wołanie o pomoc. Samobójca nie pragnie śmierci, pragnie zmiany, radykalnej zmiany obecnej sytuacji, paradoksalnie chce żyć, ale inaczej.

    • ~alik pisze:

      – witaj Livio… ciekawe porównanie … wietrzyk i tornado… właśnie, ci bardziej wrażliwi , bardziej czują, bardziej przeżywają i często jest tak, że za krzywdy tego wiata obwiniają siebie.. zawsze pod górkę, od którą podejść wydaje się czasem niemożliwe i wtedy…
      – pozdrawiam…

  17. ~Ciekawa pisze:

    nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie, nie wiem czy traktować to w kategoriach odwagi czy tchórzostwa…. nie mnie osądzać… nie mam pojęcia jak zdesperowani muszą być ludzie, aby popełnić ten ostateczny krok…

  18. Jak bardzo musi boleć, skoro ludzie decydują się na taki krok…

    • ~alik pisze:

      – może i musi jeżeli to jest tak zaplanowane, ale jeżeli jest to działanie pod wpływem chwili… wielu samobójców to ludzie niestabilni emocjonalnie..// wnioskuję to po rozmowie z zaprzyjaźnionym lekarzem…//
      – pozdrawiam…

  19. roman pisze:

    Żadna odwaga, raczej nieumiejętność poradzenia sobie z losem, brak wsparcia. Kazda taka śmierć boli rodzinę i bliskich najbardziej.

    • ~alik pisze:

      ..wiadomo, że samobójstwo nie rozwiązuje problemów… masz rację.. wydaje się wybawieniem dla samobójcy… kara dla rodziny

  20. ~Azalia pisze:

    Alu, samobójstwo to nie tylko akt rozpaczy, to lęk przed życiem. To brak wiary w swoje możliwości, brak wizji na dalsze życie. Nie mówię tu o samobójstwach popełnianych po wpływem…, tylko takich na zimno, popełnianych w desperacji, w ucieczce przed jutrem.
    Temat rzeka.
    Pozdrawiam

  21. ~Anna pisze:

    Moim zdaniem samobójcy to straszni egoiści.

  22. ~Kora pisze:

    Podobno co 40 sekund ktoś na świecie dobrowolnie żegna się z życiem. Rozwiązanie jest niezwykle kuszące – niestety, nie można mieć pewności, że uda się unicestwić swoje istnienie. Można obudzić się w innej rzeczywistości, jeszcze bardziej koszmarnej niż ta, od której pragnie się uciec. Dopóki nie ma silnego bólu fizycznego, zapewne należy tu trwać. Mam u siebie mocne wiersze na ten temat, aczkolwiek nikogo nie zapraszam do czytania, ponieważ niektóre to prawdziwa makabra.

    • ~alik pisze:

      – znałam osobę, która była po nieudanej próbie samobójczej… nigdy już nie wróciła do normalnego życia… zamknięta w sobie tak doczekała do końca swojego żywota.. nigdzie nie wychodziła nikogo też nie chciała widzieć…
      - pozdrawiam..

  23. ~obserwator pisze:

    A ja już nic nie napiszę dodam tylko ten link- poczytajcie
    http://www.wykop.pl/ramka/2150186/mezczyzni-wybieraja-smierc/

    • ~alik pisze:

      – cześć… fajnie, że zajrzałeś, co do polecanego przez Ciebie artykułu, mogę tylko powiedzieć, że sama liczba samobójstw mną wstrząsnęła, reszty komentować też nie będę… zostawię to pod rozwagę czytającym…
      – pozdrawiam i sorki za te zaległości u WAS.. postaram się nadrobić.. :)

  24. ~Kora pisze:

    Dziwna i smutna historia… Często słyszy się, że uratowani po samobójstwie są radośni i promieniują afirmacją życia. Niektórzy skaczący z mostu Golden Gate, których ocalono, opowiadali, że podczas długiego spadania jednoznacznie zmienili zdanie, tylko, że nie mieli już jak zawrócić. Czy mogłabyś mi powiedzieć, jak długo ta osoba żyła w izolacji i czy to była kobieta czy mężczyzna? Pozdrowienia miłe.

  25. ~paczucha pisze:

    Samobojstwo to zbyt maly innstynkt samozachowawczy, dlatego popelniaja je ludzie slabi, co nie znaczy, ze w pewnien sposob sa oni jednak tez odwazni, ale jednoczesnie rowniez sa samolubni. Witaj Alik, po dlugim czasie milo mi, ze piszesz.

  26. ~Iwona pisze:

    Też ostatnio nad tym tematem zastanawiałam się. Ale mnie najbardziej zastanawia fakt, dlaczego ludzie milczą na ten temat?

    http://czas-z-rodzina.blog.onet.pl/2014/09/10/zycie-ludzkie-jest-najwieksza-wartoscia/

    • ~alik pisze:

      - dlaczego milczą… chyba już taka ludzka natura, że o trudnych , czasem nawet wstydliwych tematach wolimy milczeć, by nikogo nie urazić… i tu jest właśnie ten problem.. nadal są tematy tabu..

  27. ~ula pisze:

    Według mnie, to brak siły na dalsze pokonywanie trudności.Na pewno ci ludzie nie mają wokół siebie przyjaciół, którzy wspierać powinni w trudnych chwilach. Pozdrawiam.Ula

    • ~alik pisze:

      – powtarza się tu już wielokrotnie… samotność, a szczególnie brak kogoś komu można by zaufać, zwierzyć się ze swoich problemów…
      – miłego..

  28. ~Parafka. pisze:

    Odwaga, tchórzostwo, egoizm.
    Bardzo łatwo jest teoretyzować i osądzać. Owszem, wydaje się, że człowiek, który z powodu długów strzela sobie w łeb i zostawia żonę z dziećmi jest egoistą i tchórzem. Ale mało kto jest w stanie wyobrazić sobie to, co on czuł. Samobójstwo, czy nawet sama próba, pierwszy krok w tym kierunku to cały proces myślowo-emocjonalny. Nie jestem psychiatrą. Mówię z autopsji.
    O mnie też mówili, że rozpuszczona gówniara się targnęła na własne życie, że w dupie się poprzewracało od dobrobytu – przepraszam za te słowa, ale to cytat.
    Mało kto wiedział, co się wydarzyło, że trzy lata przed próbą były koszmarem. Za dnia funkcjonowałam w miarę normalnie. Przychodził zmierzch, a wraz z nim wychodziły spod łóżka potwory. To, co działo się ze mną wtedy, dzisiaj jest dla mnie niewyobrażalne. Dzisiaj nie wiem, skąd było we mnie tyle SIŁY, by podjąć próbę pożegnania się z życiem, dzisiaj bym nie potrafiła. A może właśnie dzięki temu, co było nie ma już siły, która mogłaby mnie złamać, pogrążyć i wpędzić do grobu, bo wiem, że co by nie było, wszystko da się przeżyć.
    Ale nie każdy ma tyle szczęścia, by dostać drugą szansę i nie każdy, kto dostał, potrafi ją wykorzystać. Ja wykorzystałam i cieszę się, bo mam wrażenie, jakbym wygrała los na loterii. I właśnie w podzięce za życie odpłacam życiem – oddaję krew tym, którzy bez własnej woli mogliby je stracić.

    • ~alik pisze:

      – życie jest tak trudne, a jednocześnie tak bardzo chce się żyć.. o tym wiedzą tylko ci, którzy są, lub byli na krawędzi…// z różnych przyczyn…

  29. ~Katarzyna pisze:

    Samobójstwo nie jest tchórzostwem ani odwagą.Jest często ostatnim widzialnym czynem niemej rozpaczy.Samobójstwo członka rodziny jest nieodwracalną trauma dla tych co zostają

    • ~alik pisze:

      – właśnie tak.. najbardziej cierpi pozostająca rodzina, bo przecież samobójstwo problemu nie rozwiązuje…
      – pozdrawiam i dzięki za odwiedziny… :)

  30. ~innaja pisze:

    sama się czesto nad tym zastanawiam czy do tego kroku potrzebna jest odwaga,czy tchórzostwo? W zasadzie trzyma mnie myśl ,że nie mogę zrobic tego bliskim,choć sama nie wiem czy kiedys jakiś impuls i juz…???
    Boję się też nieudanej próby,bo w dzieciństwie byłam świadkiem takiej sytuacji ,wiem że moze się nie udac,a wtedy co? Zostac kaleką skazanym na innych? Przysporzyć im jeszcze wiecej problemów?

  31. ~Calluna pisze:

    Myślę, że większość samobójstw związana jest z chorobami psychicznymi np. depresją. Czasami jednak kłopoty się nawarstwią i ktoś znajduje się w swoistym impasie i zamiast stawić czoło temu wszystkiemu, ratuje się ucieczką (samobójstwem). Jednak to wszystko nie jest takie proste.

  32. A. pisze:

    Nie uwazam, ze samobojtswo jest aktem tchurzostwa, odwagi tak, ale wcale nie w pozytywnym tego slowa znaczeniu. Samobojstwo jest czesto wynikiem glebokiej depresji, z ktorej nawet sam chory moze nie zdawac sobie sprawy. Dalsza egzystencja tak bardzo go przeraza, ze nawet mysl o cierpienu rodziny nie jest go w stanie odwiezc od decyzji. Z jednej strony jest to dosyc egoistyczne, ale z drugiej, czy my chcac zeby ktos zyl na sile bo nie wyobrazamy sobie swojego zycia bez tej osoby, tez nie zachowujemy sie egoistycznie?
    Gdy umiera ktos bardzo chory, cirepiacy bardzo fizycznie bez przerwy czesto mowimy, ze teraz przynajmniej nie cierpi, po co mial sie meczyc skoro nie bylo dla niego ratunku. A co jezeli z samobojcami jest podobnie? Moze cuierpia psychicznie tak bardzo, ze smierc to dla nich ukojenie, dlaczego w ten sposob nie myslimy? Bo z psychologicznego punktu widzenia mozna danej osobie pomoc? Byc moze…

    Najbardziej wstrzasnelo mna samobojstow mlodzsego brata mojej kolezanki ze szkoly. Mial wtedy 18 lat, byl tylko rok starszy od mojej mlodzsej siostry, ja pamietam go jako szczerbatego pierwszoklasiste, ktorego moja kolezanka czesto pilnowala, tak jak ja swojej siostry. Chlopiec byl nekany psychicznie przez rowiesnikow. Ja teraz nawet nie jestem w satnie sobie wyobrazic co czuje moja koleznaka… Przede wszystkim napewno poczucie winy bo nie umiala mu pomoc, ja napweno bym je miala…

    Jedno jest pewne, nigdy nie majac mysli samobojczych nie bedziesz wstanie zrozumiec kogos, kto sie targnal na swoje zycie….

    Ciekawy temat, mozna by dyskutowac w nieskonczonosc, bo tak jak napisalas, im dluzej sie o tym mysli tym wiecej pytan zostaje bez odpowiedzi.

    Pozdrawiam

  33. ~Elżbieta pisze:

    Alik poruszyłaś problem bardzo bolesny, ale wszechobecny wśród nas. Każdy zna w swoim najbliższym otoczeniu rodziny, których dotknął ten dramat. Jest to tragedia przede wszystkim tych, którzy zostają i muszą uporać się z tym, co ich spotkało. Życie rodziny nigdy nie będzie takie samo jak przed samobójczą śmiercią bliskiej im osoby. Nie dosyć, że stracili matkę lub ojca, córkę, brata, to zostaje im ból, cierpienie i pytania bez odpowiedzi….dlaczego?, co mogłem zrobić, by zapobiec?
    Wybór samobójczej śmierci nie jest impulsem i wynikiem jednego niepowodzenia. To proces rosnący czasem latami, a ostateczną decyzję może spowodować drobiazg, jakby włos który niestety przeleje czarę goryczy. Otoczenie nie zauważa najczęściej zmian, bo są one powolne i niewielkie. To wszystko dzieje się wewnątrz osoby, której problemy rosną i piętrzą się w wyobraźni. To, że nie wyleje swoich emocji na zewnątrz, nie szuka pomocy u najbliższych i specjalistów, zamyka je w kokonie, który z czasem staje się zbyt ciasny, by przyjąć kolejne złe myśli, kończy się tragedią. Nie zapobiegnie jej nawet myśl o małym dziecku, to jest silniejsze i irracjonalne.
    A czasem ratunkiem mogłaby być szczera rozmowa. Trzeźwe spojrzenie na problemy osoby z zewnątrz. Myślę, że czasem potrzeba bardzo niewiele żeby pomóc desperatowi. Tylko, że on o tym nie wie. Myślę, że rozwiązania są często bardzo proste i łatwe, by wyrwać się z matni. Ale osoba zainteresowana o tym nie wie. Jego czarne, depresyjne myśli, zabijają resztę.
    Rozmawiać należy z dziećmi od najmłodszych lat, to pozwala rodzicom być częścią jego życia. Człowiek, którego ważnym elementem życia jest rozmowa, łatwiej opowiada innym o swoich problemach. Ten, który tego nawyku nie zna, bo nie miał takiej szansy danej od dzieciństwa, nie będzie szukał pomocy u innych, będzie raczej chował swoje problemy przed nimi. To z kolei może prowadzić do tragedii i ostatecznie targnięcia się na własne życie.
    Pozdrawiam Alik:)

  34. ~basup pisze:

    Czytam tu wasze komentarze i uważam, że samobójstwo jest zjawiskiem wieloaspektowym. Dla jednych jest to tchórzostwo – tak uważają osoby, które są przede wszystkim odporne psychicznie. Inni poczytuja taki akt za odwagę – bierze się to z tego, że rozumią poziom frustracji wywołany w życiu czymś z czym trudno jest się pogodzić. Może się zdarzyć, że planowanie samobójstwa jest efektem zwyczajnego znudzeia życiem w obliczu szeregu czynników, które wcale świetlane nie są w dzisiejszych czasach. Ja uważam, że trzecim aspektem dotyczącym pozbawiania się życia jest, dla jednych egoizm, dla innych sposób ucieczki w pewien komfornizm, który jest domyślna alternatywą wobec czegoś gorszej jakości. To filozoficzna strona medalu. Inną kwestią jest natomiast to, że aby wejść w tunel trzeba wykopać otwór – niektórzy chcieliby umrzec, ale boją się umierać, a to nie to samo! Często ludzie pragną śmierci jako stanu, ale boją się jej popełnić – w tym przypadku to także tchórze…

  35. ~Bartosz pisze:

    Napiszę inaczej, jest błędem patrzenie na samobójców w kategoriach tchórz lub odważny. To pojęcia żywych. Samobójca to niestety racjonalista, który wie, że z problemów już za życia nigdy nie wyjdzie, bo czasu już nie cofnie. Przykład osoba publicznie ośmieszona. Inny przykład osoba, która wie że zginie. Samobójstwo wybierają osoby, które nie widzą innego wyjścia. Jako społeczeństwo jesteśmy nieczuli, dla przyszłych samobójców. Ignorujemy znaczenie bólu psychicznego. Potem głupie pytanie czy tragedii dało się uniknąć? dało. Niestety my błędnie zakładamy, że każdy ma sam sobie poradzić.

  36. ~Jerzy"wariat" pisze:

    Pytanie odwaga czy tchórzostwo wydaje się być, nadużyciem. śmierć jest czymś ostatecznym, nieuniknionym, dlatego samobójca niejako wybiera tylko kiedy nastąpi coś co i tak by się stało, może za rok, może za sto lat, a może za chwilę.
    jest kilka rodzai samobójstw i tylko w tym kontekście ma sens analiza stanu emocjonalnego, osób które zdecydowały się suicidum , jednak chyba dobrze że toczą się takie dyskusje momentami trochę naiwne, infantylne świadczy to o tym ze jesteśmy jeszcze ludźmi Ale zacznijmy od początku, co to jest samobójstwo, ja odbieram je jako wołanie o pomoc, niestety nie zawsze słyszalne , a jeszcze częściej niezrozumiale , dla otoczenia, bliskich, rodziny, wyobcowanie poza nawias z różnych powodów, jest z reguły tym co ostatecznie przechyla wagę życia.
    Chociaż w Polsce w ubiegłym roku 7000 razy policja napisała w protokóle zgon bez udziału osób trzecich, kolejnych 7000 razy napisano że po próbie samobójczej reanimacja zakończyła się przywróceniem funkcji życiowych nikt nie próbuje poszukać odpowiedzi, dlaczego, gdzie jest błąd że co roku niknie miasteczko ludzi najczęściej w wieku produkcyjnym.
    Jeżeli ktoś chciał by coś więcej na ten temat to zapraszam przytulisko_wariata@wp.pl
    Jerzy WARIAT

  37. ~Jola pisze:

    Na moje bolączki nic nie chciało pomóc. Dopiero rytuał na depresję Samaela złagodził moje problemy. To niesamowite jak magia może pomóc człowiekowi.

  38. ~Agness pisze:

    Na moje bolączki duszy pomógł rytuał na depresję wykonany przez Samaela. Czasem warto sięgnąć po niekonwencjonalne metody.

  39. ~Monia pisze:

    Trudno w to uwierzyć ale byłam na skraju załamania. Przez większość czasu nie miałam siły aby ponieść się z łóżka. Koleżanka doradziła mi aby posłużyć się magią. Pomyślałam co mi szkodzi spróbować. Po rytuale na depresję wykonanym przez Samaela poczułam się znacznie lepiej. Po kilku tygodniach stanęłam na nogi. Teraz korzystam z pomocy jego magii co pół roku i jest o wiele lepiej.

  40. ~Gosia pisze:

    Był czas, że tylko córeczka trzymała mnie przy życiu. W trudnej sytuacji pomógł mi wyjść rytuał na depresję Samaela. To nie do uwierzenia ile pozytywnej energii we mnie uwolnił. Uwierzcie, że jestescie w stanie pokonać depre:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>