Wolność „niebieskiego ptaka”

  Zawsze, gdy jechała do tego miasta, miała nadzieję, że go tam spotka.  Krążyła po znajomych już dla niej, aczkolwiek dość niebezpiecznych ulicach. W każdym mieście są takie dzielnice, takie ulice, gdzie panoszy się bieda nasiąknięta odorem alkoholu. Tu prawie nic się nie zmienia. Koszula wciąż podszyta strachem i  staraniem, by następnego dnia było co wypić i  czym przegryźć.  Ne spotkała go.  Postanowiła wejść jeszcze do pobliskiego sklepu,  by kupić  sobie coś do zjedzenia.  pakowała zakupy, gdy usłyszała dziwnie znajomy głos.  Tak, to był on.  Wyjmował na ladę butelki po piwie.  Nawet całkiem nieźle wyglądał,  jak na człowieka bezdomnego. Chyba jej nie poznał, pomyślała, że poczeka przed sklepem. Wyszedł, w ręku trzymał torbę z niewielkimi  zakupami. Zagadnęła go niego po imieniu .                                         – A to ty.
 Powiedział i nerwowo zapalił  skręconego wcześniej papierosa. Był bardzo zdziwiony jej obecnością. Znowu nie mógł opanować tego  drżenia rąk. Zawsze tak miał, od dziecka, gdy tylko się zdenerwował .
- Jeżeli znowu będziesz mnie namawiała, bym wrócił do domu, to nie trudź się nic z tego.  Mam swoje zasady. Żyję jak chcę, z kim chcę i gdzie chcę, a za co? to już nie twoja sprawa.  Dalej rozmowa się  już zupełnie nie kleiła, więc nie było sensu jej przeciągać. Śpieszył się,  zapytał  jeszcze tylko o jej dzieci. Lubił je, a one kiedyś uważały go za takiego  najfajniejszego wujka.  Odwrócił się więc i odszedł, Długo jeszcze stała i patrzyła na   przygarbioną oddalającą się  postać. Patrzyła i zastanawiała się ;  jak to jest, że ludzie, dość inteligentni,  z własnej woli wybierają bezdomność, życie  w parkach, czasem na melinach, w najlepszym wypadku  w ogródkach działkowych.  Latem, to przecież  jeszcze  da się wytrzymać, ale przecież zbliża się zima.  Do noclegowni nie pójdą, bo przecież tam jest warunek,  dla wielu nie do spełnienia.  Więc, czy to jest właśnie ta wolność? Wolność „niebieskiego ptaka”?

 

 

Informacje o alik

Warto odbić się od dna, by znowu poczuć smak szczęścia, by cieszyć się życiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii takie życie... i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

64 odpowiedzi na „Wolność „niebieskiego ptaka”

  1. ~Andrzej pisze:

    Od alkoholu się zaczyna. Ilu upadło przez tą cholerną wódę ! Cierpią dzieci, rodziny. Nielicznym udaje się podnieść. Problem jest mi dobrze znany. Może się ten bohater jeszcze opamięta?
    Pozdrawiam. :)

    • ~alik pisze:

      – tak , z reguły od alkoholu, choć jak wiesz. wszędzie bywają wyjątki… czasem zaczyna się od dobrego serca, a potem już takie „lekkie” życie wciąga…

    • ~mati pisze:

      nie opamięta się. Nie zależy mu. Odpowiada mu sposób życia jaki prowadzi więc po co go zmieniać? Nie widzi podawanej mu ręki an sensu skorzystania z jakiejkolwiek pomocy. Musiałby się zdarzyć cud lub jakieś wyjątkowe zdarzenie które by nim wstrząsnęło.

      • alik pisze:

        – chyba się z Tobą zgodzę… bo nawet jeżeli ktoś wraca do rodziny, to tylko na jakiś czas, potem znowu wraca, tam gdzie jest „jego wolny świat „

    • ~Lekarzkulis pisze:

      Bo pić to trzeba umieć. Jak ze wszystkim w życiu.

  2. nemezis pisze:

    Podejrzewam, że życie niebieskiego ptaka zacznie być kiedyś uciążliwe – człowiek ten zacznie myśleć o bliskich, o rodzinie, o domu – będzie mu brakować tego wszystkiego, czego przeciętny człowiek nawet nie docenia….

    • ~alik pisze:

      – pewnie i takie chwile będą, kiedy zatęskni, ale miłość, do wolności, takiej innej jest o wiele silniejsza…
      - pozdrawiam i.. dziękuję za piękne opowiadania, jakie piszesz u siebie… przyznam, nie raz już mi łezka popłynęła…

  3. ~An-Ula pisze:

    Cóż, takie jest działanie alkoholu. Uzależnia zupełnie. Oglądałam niedawno program w TV o alkoholikach bezdomnych, mieszkających w kanałach. Nie chcą żadnych noclegowni, nie chcą pomocy. Mają swój świat. Ja ich nie żałuję, przecież na ulicy znaleźli się z wyboru, w pewnym momencie wybrali pijaństwo.
    Jedynie rodzinom lżej.
    Mój pierwszy mąż był alkoholikiem, to małżeństwo przypłaciłam wieloletnią chorobą.

    • ~alik pisze:

      – no cóż, każdy ma prawo wyboru, ale pomyśl Aniu, co czuje matka, gdy jej syn z dobrego zdolnego dziecka powoli stacza się w dół, na samo dno… i już nie potrafi, już nie chce się z tego dna odbić, przecież nie wszyscy bezdomni od razu są alkoholikami….
      – widzisz, mój były mąż też jest alkoholikiem i wiesz co? nigdy nie zapomnę ile bólu zadał mi w życiu, ale zwyczajnie mi go żal, jako człowieka, który przegrał życie, choć on akurat ma dom i rentę mamy, która go utrzymuje..
      - chyba mam zbyt miękkie serducho…

      – Aniu, jeszcze raz przepraszam, za te problemy z internetem i ze znikającymi komentarzami…

      • ~An-Ula pisze:

        A ja ubolewam nad tym, że moje małe dziecko żyło jakiś czas w strachu, że nocą musieliśmy ewakuować się z domu. Dorosły facet, ojciec, skazywał syna na taki los. Nie życzę mu niczego złego, ale nie potrafię się wzruszać jego losem.

  4. ~Anzai pisze:

    Na początku lat 90′ ub.w. w jednym z kanałów odnaleziono zmarzniętego doc. ekonomii, wykładowcę na wyższej uczelni. Poszukiwany był od 3 lat. „Po prostu” któregoś dnia po wykładach nie wrócił do domu. Te 3 lata, całkiem świadomie i bez alkoholu, przeżył w kanałach. Po udzieleniu pomocy w szpitalu – zbędnej zresztą, bo był w doskonałym stanie – odebrała go, oczekująca na niego rodzina, także uczelnia zgłosiła chęć przyjęcia go do pracy, jednak on przy najbliższej okazji ponownie wybrał wolność. W pracy i w domu, jak i w otoczeniu był b. lubianym, szanowanym, i poważanym człowiekiem, sytuacja materialna była bardzo dobra, wybrał wolność …
    Wiem, że to nie pasuje do Twojej opowieści, bo łamie wszelkie reguły bezdomności, ale właśnie dlatego zapamiętałem ten przypadek. Myślę, że chyba wolność ma różne oblicza, i każdy ją widzi po swojemu.

    Pozdrawiam
    Andrzej Rawicz (Anzai)

    • ~alik pisze:

      – witaj Andrzeju…
      – często się zastanawiałam, dlaczego właśnie ludzie wybierają taką wolność, mając gdzieś dom, rodzinę… przypadek, który opisałeś jest pewnie rzadkością, ale.. jest. Bezdomność, ma różne przyczyny, rożne barwy.. w pobliskim miasteczku, też jest kilku bezdomnych, zaliczanych do marginesu, ale np. w poczekalni na dworcu autobusowym często ogrzewa się starszy pan. Nigdy nie widziałam, by był pod wpływem. Zawsze cichutko siedzi w kącie, nikogo nie zaczepia. Kierowcy czasem oddają mu swoje kanapki, podrzucą jakąś gazetę i tak rok za rokiem.
      - pozdrawiam i dzięki, właśnie za ten inny przykład…

  5. Antoneta pisze:

    W rzeczywistości los „niebieskiego ptaka” jest dobry do czasu. Powroty bywają trudne.
    Pozdrawiam :)

  6. ~An-Ula pisze:

    A mój komentarz wcięło :(

    • alik pisze:

      –Aniu, nic nie wcięło, to tylko problemy z moim internetem, sama nie mogę dojść do tego.. potrzebny ktoś, kto się trochę zna… może w sobotę da się zrobić tu porządek i wrócić do normalności… cóż.. teraz mogę tylko powiedzieć… przepraszam…

  7. ~tatul pisze:

    Trudny temat. Jestem stałym czytelnikiem bloga Siostry Małgorzaty, a tam dość często przewija się ta tematyka. Zwykle o tej porze te niebieskie ptaki zlatują się do noclegowni i tam dostosowują się do regulaminu, a wiosną odlatują na swoje niebieskie tereny
    Najczęściej to przymus wynikający z uzależnienia, ale bywa, że jest to dobrowolny wybór.
    W każdej miejscowości jest grupka takich „ptaków”. W jednej z takich miejscowości nazywano ich „letkiewicze” – od trybu życia.
    Niech im zima lekką będzie

  8. ~alik pisze:

    – właśnie z Twojego bloga, dość często zaglądam sobie na blog Siostry Małgorzaty, powiem tylko, że nie żałuję ani jednej minuty tam spędzonej…
    – co do tych „niebieskich ptaków”, to całkiem sympatyczne określenie dla nich wymyśliliście..
    – pozdrawiam .. :)

  9. eremi pisze:

    Dzięki za odwiedziny. widzę, że mamy kilku wspólnych znajomych….:) Pozdrawiam serdecznie.

    • ~alik pisze:

      – to prawda, mamy sporo wspólnych … i tu na blogu i TAM… :)

      • eremi pisze:

        To nie wolność ich trzyma w szponach tylko zniewolenie, od którego nie mogą się uwolnić. Nałóg to niewyrozumiała i zazdrosna kochanka…

        • ~alik pisze:

          – nałóg to niewyrozumiała i zazdrosna kochanka… poetycko to określiłaś, pewnie to prawda…

        • ~alik pisze:

          – czyli nałóg to żadna wolność…?

          • eremi pisze:

            Wolność? Przecież to zniewolenie, uzależnienie od którego nie ma odpoczynku.
            Jak nie palę, zawsze mogę powiedzieć, że w każdej chwili mogę zacząć palić. ale czy w wypadku, gdy jestem palaczem, mogę powiedzieć, że w każdej chwili mogę przestać palić? Powiedzieć pewnie i można, ale z realizacją gorzej, bo papieros trzyma w swym uścisku…:D

          • ~eremi pisze:

            Widzę, że udzielasz się raz tu, raz na Beju…:)

        • ~alik pisze:

          – z tym nałogiem papierosowym, to powiem Ci, że to tak nie do końca prawda… jestem chodzącym przykładem, który palił ponad dwadzieścia lat, no a od siedmiu lat, bez papieroska…. znaczy , żeby było ciekawiej, to paczkę papierosów mam w domu.-
          - rzuciłam z dnia na dzień…

        • ~alik pisze:

          – bloga założyłam jakieś półtora roku temu, tak za namową blogowych znajomych, wcześniej czytałam i komentowałam inne… na Beju zaś , jestem od niedawna i właściwie przez przypadek… tu a zwłaszcza tam jestem dla własnej przyjemności, nie dla ocen…ale… bardzo cenię sobie komentarze..

  10. Nie oceniam. Coś ludzi popycha do tego, że zrywają z dotychczasowym życiem i wybierają taką wolność. Może to choroba alkoholowa, może długi, może chęć wyrwania się z ograniczeń, jakie niesie uporządkowane, pozornie dobre życie, może zrzędliwa i wiecznie niezadowolona żona, może stres i wieczna gonitwa za więcej, lepiej, szybciej. Nie wiem. Ciekawi mnie tylko, dlaczego taką wolność wybiera więcej mężczyzn niż kobiet.
    Pozdrawiam

    • ~alik pisze:

      – dobre pytanie być może dlatego, że to kobieta od wieków była tą osobą, która to pilnowała domowego ogniska…

  11. ~Ula pisze:

    No cóż „niebieskie ptaki” sami wybierają tę wolność.
    Może im tak dobrze, skoro pragnęli takiej wolności.
    Być może niektórych zmusiła do tego sytuacja, nie mieli sie gdzie podziać…
    być może niektórzy nie mogli sobie poradzić z alkoholizmem.
    Albo też niektórym to odpowiada, bo nikt mu nie przeszkadza, a on robi co chce,
    bo jest wolny, bo jest niezależny od nikogo. Przynajmnie mu się tak wydaje…
    Często „niebieskie ptaki” zostawiają żony, dzieci a oni nawet nie wiedzą,
    gdzie on może przebywać, bo nie daje znaku życia.
    Uciekł, bo strzórzył, bo go przerosło życie, bo musiał być odpowiedzialny za swoją rodzinę.
    I tu stał się zwykłym tchórzem, bo nie potrafił sobie poradzić!
    Nie wszyscy z tych „niebieskich ptaków” są alkoholikami.
    Wśród nich są ludzie z wyższym wykształceniem, ludzie oczytani, ludzie światli.
    Co ich do tego skłoniło nie potrafię sobie tego wytłumaczyć i pewnie on sam tego nie wie…nie wiedzą nawet psychologowie, oni tylko mogą się doszukiwać przyczyn takich ucieczek od życia, od rzeczywistości. Myślę, że to wielki problem…

    Pozdrawiam :-)

    • ~alik pisze:

      – powodów wybierania takiej wolności jest pewnie wiele, każdy taki niebieski ptak, to przecie oddzielna historia… nam ludziom, kochającym domowe ognisko trudno to zroumieć..
      – podrawiam…

  12. roman pisze:

    A może to ucieczka przed odpowiedzialnością ? Może tak prościej , trudny temat poruszyłaś. Pozdrawiam

    • ~alik pisze:

      – może i tak, a temat dość szeroki i z życia wzięty, ale…. świata nie zbawimy, ale chyba właśnie te trudniejsze tematy poruszać…
      – pozdrawiam…

  13. ~uleczka pisze:

    Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet. wsiąść do pociągu byle jakiego, patrząc jak wszystko zostaje w tyle.. my tak śpiewamy za Maryla, a oni to robią to nie lada odwaga mimo wszystko Aliczku. Miłej niedzieli -;)

    • ~alik pisze:

      – właśnie się zastanawiam, jak to jest; ” ściskając w ręku kamyk zielony, patrząc jak wszystko zostaje w tyle”… dla mnie niewyobrażalne, gdyż estem chyba z tych odrobinę nadopiekuńczych…

  14. ~Mira Faber pisze:

    Mi się wydaje, że ludzie świadomie decydują się na coś takiego ze strachu. Po prostu. Nie mają pojęcia, jak się zabrać za własne życie, w którym iść kierunku, od czego zacząć więc idą na łatwiznę. Cel: zdobyć wódę na kolejny dzień. To znacznie łatwiejsze niż zabranie się za szukanie pracy, bo jak już się ją znajdzie, to jeszcze przydałoby się wykazać, itd itd. Nie wiem, być może jestem w błędzie, ale nie widzę innego sensownego powodu, jak właśnie strach…strach przed życiem.

    • alik pisze:

      – każdy człowiek, każdy bezdomny, to osobny przypadek… jak wynika z komentarzy, główną przyczyną jest alkohol, wszędzie jednak są wyjątki… jedni bardziej odporni, inni mniej na wpływ środowiska w jakim się znajdują… bo tak naprawdę nie można stawiać w jednym rzędzie bezdomnego, który prawie całe swoje życie spędził pod sklepem z butelką ,z człowiekiem, któremu brakło sił, by toczyć walkę o kolejny dzień…
      - pozdrawiam…

  15. ~Zbyszek pisze:

    Okrągłe frazesy osób które nic nie potrafią zrozumieć… Ja stałem się mieszkańcem swojej działki, nie dlatego, że tak sobie wymarzyłem. Był długi normalny związek, dziecko, ale rozstaliśmy się po osiemnastu latach. Później była jedna pani, śliczna dziewczyna, byliśmy razem przez cztery lata. Ona miała swoje rytuały – urlop zawsze w Chałupach. Pewnego roku cofnęli mi w pracy urlop, bo awaria komputerów. Ona pojechała zgodnie z planem, a ja miałem dojechać. Po kilku dniach przestała odbierać telefony. Wróciłem do mieszkania z siostrą, gdzie zawsze byłem zameldowany.
    Później była byzneswoman, własna firma, zarabiała w ciągu miesiąca tyle co ja przez rok na etacie. Miała syna i córkę – kompletnych degeneratów, jak mamusia odmawiała im pieniędzy na rozrywki w modnych klubach to brali je z mojego portfela.
    Ona płakała i przepraszała, nie chciała rezygnować ze mnie, ale nie potrafiła nic więcej zrobić. Po kilku latach takiego związku poprosiła żebym się wyprowadził.
    W tym czasie moja siostra poznała kogoś, urodziła dziecko, mnie wymeldowała.
    Zrozumiałem, że jestem na najlepszej drodze do wylądowania pod mostem.
    Zamieszkałem w wynajętym mieszkaniu, ale to nie jest życie, kiedy nigdzie nie jest się u siebie. Na szczęście miałem kupioną przed dwudziestu laty chałupkę w lesie. Trochę ją zmodernizowałem, podłączyłem wodociąg, telefon i internet, odłożyłem sobie trochę pieniędzy na doczekanie do emerytury i wyniosłem się do lasu. Do ludzi mnie nie ciągnie.
    Jestem dosyć atrakcyjnym facetem, nigdy nie piłem i nie żyłem na czyjś koszt, nie jestem „niebieskim ptakiem” a jednak mnie także się nie udało! Zostałem sam, bez rodziny, na pustkowiu. Czy chciałem tak? Nie! Czasem jedynym ratunkiem przed „cywilizowanym” społeczeństwem jest zrezygnowanie z niego.
    Możecie powiedzieć, że i tak nie mieszkam w kanale i nie zbieram na śmietniku, ale to tylko przypadek, że kiedyś kupiłem tę chałupkę, no i miałem dobrą pracę, która pozwoliła mi zapewnić sobie jakąś tam przyszłość.

    • ~alik pisze:

      – czytając Twój komentarz, pomyślałam sobie nie o bezdomności, tylko o tym, ile żalu,, a może nawet nienawiści( chyba trochę zbyt mocne słowo) jest w tych słowach. Z komentarza wynika, jakoby cały pakiet życiowych niepowodzeń zafundowały Ci kobiety, może to i prawda, nie wnikam, ale ,czy ja mam obarczać winą za to mężczyzn, że dziesięć lat temu, spakowałam siebie i dzieci w przysłowiową jedną walizkę i zaczęłam życie od nowa, od podstaw… nie, nawet nie mam żalu do tego jednego… cieszę się tylko, że mi się jakoś udało…
      po- zdrówka

      • ~Zbyszek pisze:

        Z tą nienawiścią to zdecydowanie przesadziłaś :) Ja, po prostu przestałem bujać w chmurach i zdałem sobie sprawę, że są rzeczy których się nie przeskoczy. Nawet jeśli bardzo się starasz być w porządku.
        Szczerze mówiąc, to cały ten wątek o bezdomności wydaje mi się taki dosyć bezrefleksyjny – piszecie o kamyku zielonym, o alkoholowych odjazdach, owszem one bywają, ale prawdziwą przyczyną dla której ludzie pozostają sami jest obojętność – zabójczy oręż tak zwanych „porządnych ludzi”. Nie piszę tego akurat o Tobie, bo Ty wydajesz się wiedzieć dlaczego ludzie dokonują takich wyborów.

        • ~alik pisze:

          – powiem tylko… życie potrafi dać niejednego kopa, ja to już wiem i wiem, że jeżeli człowiek ma miękkie serducho, musi mieć wyjątkowo twardy tyłek, by utrzymać się na powierzchni. Widzisz, nie potrafię rozpychać się łokciami, pewnie właśnie dlatego mam to co mam, ale ..naprawdę dobrze mi z tym…
          – co do komentarzy, każdy może mieć swoje zdanie zupełnie inne, ale taka jest chyba prawda; powiesz hasło; bezdomny , a pierwsze wrażenie to właśnie brudny, grzebiący w śmietniku pijaczek.. dopiero gdzieś potem rodzi się pytanie ; dlaczego to robi?, albo i się nie rodzi…

  16. ~paczucha pisze:

    Znam podobnego wolnego ptaka, ma 37 lat i mieszka przy smietniku. Bardzo inteligentny byl kiedys, teraz zniszczony ma mozg przez wodke i piwo.

  17. ~ewusia pisze:

    Nie ganie nikogo i nie osadzam, ale……….. Otóż moje życie. Teraz jako 60-latka za….dalam na dwóch etatch. Dzieci za granicą poukladaly sobie życie. Jestem Babcią i co z tego . Piję bo.. nie muszę, ale chcę. Na tydzień 1/2 litra niby nie duzo, ale……. Zdaję sobie sprawę, że to uzależnienie, ale chcę. Mam wtedy „górkę” a nie dola. Zawsze chcialam dzieci wychować normalnie, a nie coby byly przywiązane do rodziców tylko COBY NIE ZAPOMINAŁY O RODZICACH. I co mam – Córka jeżeli przyjedzie to do psa(zostawila mi psa swojego) a syn bo wypada coby mama przyjechala. Mój mąż mial wszystko i wszystkich w d…ie. Poszedl sobie nie wiem gdzie-zmarl(pieklo lub niebo) i sama sie ze wszyskiim borykam. Najpierw splacilam Jego coby mial dobre imię, a teraz robię coś dla siebie. czyli piję, pracuję, remontuję mieszkanie, opiekuję się psem, od czasu do czasu robię na drutach. I do d..py na ramię broń ŻYJĘ – jeszcze. Pozdrawiam

    • ~Zbyszek pisze:

      Po wpisie „Ewusi” zastanowiłem się trochę. Nieomal wszyscy dyskutanci piszą o alkoholu, grzebaniu w śmietnikach, lenistwie i strachu przed życiem, ale prawda jest zupełnie inna. Przyczyną jest samotność pośród ludzi. Wątłe więzi rodzinne, kiedy okazuje się, że tak naprawdę to nie mamy na kogo w życiu liczyć, i nikt bezinteresownie nie powie nawet dobrego słowa! Wielkie miłości okazują się zwykłym ściemnianiem, a nasze plany zależą wyłącznie od czyjegoś kaprysu.
      Czy to nie jest tak, że są ludzie, którzy oddają innym samych siebie, ale kiedy już nie mają co dać, to nikt z tych „normalnych” już ich nie potrzebuje?

      • ~alik pisze:

        – albo to nie tak, albo ja jestem tak naiwna i wierzę, że jeszcze jest miłość i przyjaźń, tak zwyczajnie bezinteresowna… ja naprawdę wierzę… :)

    • ~alik pisze:

      – ja też czasem mam obawy co do tej mojej przyszłości, bo przecież tak bardo by się chciało…. ech… czas pokaże…
      – pozdrawiam..

  18. ~junak4 pisze:

    Nie każdego da się sprowadzić do domu…

    • ~alik pisze:

      – Janku, niestety nie, siłą nic się nie wskóra… wydaje mi się , że jeżeli ktoś już skosztował takiej wolności , nie ma na to mocnych…
      - pozdrawiam ..

  19. ~Michał pisze:

    Witaj Alinko!
    Mógłbym godzinami pisać o chorobie alkoholowej i jej skutkach. To mój zawód, ale nie w piciu, tylko w terapii alkoholików i nie tylko. Gdy życie się zmarnowało prze alkohol i nadzieję utraciło, zawsze pozostaje mętne tłumaczenie, że to mój wybór i moje postrzeganie wolności… Przez 30 lat pracy widzę coraz więcej tych „wolnych” zniewolonych przez alkohol na cmentarzach i ich najczęście zaniedbane groby.
    No i jeszcze jedno, alkoholizm to demoratyczna choroba, która nie widzi płci, wykształcenia, wyznania, statusu spolecznego i może dotknąć każdego kto pije i ma predyspozycje do uzależnienia.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    • ~alik pisze:

      - punkt widzenia terapeuty ta wolność wygląda dość ponuro, nawet przerażająco, no ale chyba nie wszyscy uzależnieni schodzą na samo dno.. przecie Twoja praca nie jest ot tak sobie, bo trzeba w życiu coś robić… tkwisz (leczysz) już w tej „wolności” tyle lat…
      pozdrawiam cieplutko… :)

  20. ~Caffe pisze:

    Smutna historia. Często się zastanawiam dlaczego jednemu życie układa się pomyślnie inny trafia pod most, jeszcze inna staje się ofiarą, lub katem. Wolny wybór? Los? Na ile to my sami kreujemy własne życie, kiedy możemy jeszcze coś zmienić na dobre, zanim wszystko się stoczy. To chyba bardzo listopadowe rozmyślania. Taka pesymistyczna pora roku.

    • ~alik pisze:

      – dlaczego to ja?.. dlaczego właśnie mnie to spotkało?… takie pytania sama niejednokrotnie sobie zadawałam.. ale jak do tej pory te nie uzyskałam odpowiedzi… cóż, takie życie….
      – pozdrawiam…

      • ~Caffe1 pisze:

        Więc może trochę sensu jest w tych radach, żeby porównywać się do tych, którzy mają gorzej. Wtedy zawsze wypadamy lepiej we własnych oczach. Podnosimy swój poziom samozadowolenia nawet o tym nie wiedząc. Bez pysznienia się swoją sytuacją, a raczej z radością, że życie coś nam jednak dało. Jak myślisz?

  21. ~Antoni Relski pisze:

    Tylko że nałóg to raczej brak wolności niż wolność
    POzdrawiam

  22. ~kapitanwien pisze:

    Ja w swoim domu jestem raz na dwa tygodnie. Przyjeżdżam na weekend. Reszta dni to praca i mieszkanie w wynajętym pokoju daleko poza domem. Ciężko mi to wytrzymać. Nie wyobrażam sobie życie bez domu. Ale rzeczywiście żyjąc tak samotnie ma się więcej wolności. Po pracy jestem sam i mogę robić, co chcę. No właśnie… , co chcę. I ty jest klops pogrzebany. Bo można wybrać chlanie, rozwiązłość, ale wiem, że to szybko by się skończyło utratą pracy, rozwodem,życiem pod mostem, a może jeszcze czym gorszym. Ja wybrałem co innego. Po pracy biegam i maluję i czasem coś piszę. Tawernę odwiedzam tylko wirtualnie. No i będąc sam czuję się zupełnie swobodnie. Jest to jakiś urok takiej wolności.
    Pozdrawiam
    Ahoj

    • ~alik pisze:

      — wiesz, mam znajomego, który zostawił żonę i czworo i wyruszył za granicę, by zarobić , właśnie na ich utrzymanie… do kraju przyjeżdża dwa razy w roku, to musi mu wystarczyć… a tam, na obczyźnie praca, no a potem…………………………………………… i tu jest wielka przerwa… niejednokrotnie pisał o tym , co dzieje się z polakami na obczyźnie… czasem aż trudno uwierzyć… on osobiście pokochał rower i wycieczki rowerowe, a wieczorami pisze fajne wiersze …. nie pozwolił się zniewolić wolności…
      :)

  23. ~korek115 pisze:

    To wątpliwa wolność… ale sami wybierają takie życie, zapewne z różnych powodów.
    Trudny temat, rzeczywiście- latem jak te ptaki, a zimą- do noclegowni, bo gdzie pofruną? Aby nikomu nie zabrakło tam miejsca…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>